Restauracja Domagoj w Warszawie – kuchnia chorwacka

To nasza druga wizyta w restauracji Domagoj, choć pierwsza była już wiele lat temu. Przygnało na tu wtedy polecenie koleżanki i tęsknota za chorwackimi kalmarami w czosnku, które tak bardzo nam smakowały podczas wyjazdu do Chorwacji. Pierwsza wizyta spełniła nasze oczekiwana i zapewne dlatego postanowiliśmy tam wrócić pewnego dnia. I tak przyszła druga wizyta w dniu 14 stycznia 2017.

WYSTRÓJ

Opis wystroju mmuszę zacząć od samego wejścia do restauracji…. ech. Po raz drugi miałam to samo wrażenie, a jak już wiecie wróciłam tam po kilku latach. Zastanawiam się do tej pory: kto do cholery wymyślił że ten parasol powinien stać przed wejściem i wręcz zasłaniać drzwi? Znależć drzwi i domyślić się że te prowadzą do restauracji to bieg na orientację. Przed wejściem znajdziecie: olbrzymi parasol ostawiony dziwnymi płytkami chodnikowymi, tablicę informacyjną i jeszcze beczkę i w sumie dodali jeszcze jakieś rośliny aby ładniej było. Ale zapomnieli tu że wejście do restauracji powinno być: a) dobrze widoczne, b) łatwe i przyjemne do pokonania. A tu już z początku człowiekowi kłody pod nogi. Jeśli czyta ten tekst manager, to pragnę dodatkowo zwrócić uwagę że obok jest konkurencja, naprawdę chcecie aby ludzie szli tam zamiast do Was?

Ok, wchodzimy do środka. Wystrój poprawy, bez ciekawych rozwiązań czy ładnych specjalnie elementów. Najładniejszym elementem wystroju jest bar, choć powinni pamiętać że z górnych schodów widać całość baru i wejścia do kuchni, w tym panujący tam bałagan. Restauracja ma raczej małe wnętrza i kilka sal – małą salę obok baru, salę bardziej w głębi i górne piętro które tym razem wybraliśmy. Restaurację zdobią mało ciekawe ozdoby czy kwiaty, mam wrażenie że znalazły się tam przypadkowo. Gdzieniegdzie mało ciekawy obrazek, oka ozdobione tandetnymi muszelkami… ok mieliśmy nadzieję że jedzenie na zrekompensuje nieciekawy wystrój.

Nie mogę zapomnieć o łazience, …powinnam tu dopisać „o zgrozo”. Łazienka jest jedna, tuż przy wejściu. Rozumiem że budynek w którym się znajduje nie jest nowy, zapewne właściciele mają także utrudnioną możliwość wymiany okien. No niestety szpary między oknami są tak duże, że wiatr tam prawie mierzwi włosy. Niestety trafiliśmy na mroźny dzień. To dało się odczuć w toalecie, nawet przez chwilę zastanawiałam się czy aby na pewno powinnam z niej korzystać w takiej temperaturze. Najdziwniejsze jest to, że na ścianie został zamontowana nagrzewnica, która z jakiegoś powodu była wyłączona – oszczędność?

KUCHNIA

Idąc do Restauracji nastawiliśmy się na pyszne chorwackie kalmary – wiecie takie smażone w całości, z czosnkiem… Niestety nie było ich w karcie a Pan kelner (chyba pracujący od bardzo niedawna) nie słyszał aby kiedykolwiek były. Ok wybraliśmy coś innego. J. na przystawkę został przy kalmarach, wybierając krążki podane z sosem i sałatką. Ja wybrałam faszerowane serem papryczki, które dostałam również na sałacie. Obie przystawki były smaczne, nie mieliśmy do niż żadnych zastrzeżeń.

Skoro przyszliśmy z myślą o kalmarach, na danie główne postanowiliśmy wybrać półmisek ryb i owoców morza na 2 osoby. Już kilka minut po zamówieniu kelner wrócił do nas z informacją że nie ma tuńczyka. Obiecał że zamiast tej ryby dostaniemy więcej innych: kalmarów, krewetek i dorsza. Nie mieliśmy nic przeciwko, mamy jednak nadzieje, że faktycznie pozostałe porcje zostały zwiększone. Nie mieliśmy porównania.

Danie nie było strzałem w dziesiątkę. Wielkość porcji nie odpowiada wg mnie cenie którą za nie zapłaciliśmy. Ziemniaki – miały być pyszne smażone ziemniaki ze szpinakiem, a dostaliśmy jedynie niezłe przesolone ziemniaki, do których zupełnie niepotrzebnie dodane zostały suszone pomidory. Do ryb i owoców morza miał być sos – tak mia być bo został on wlany na półmisek razem ze wszystkim, dzięki tremu zupełnie nie można z niego skorzystać tak jam miałoby się na to ochotę. A w sosie utaplane zostały cytryny, przez co ani nie można było ich wycisnąć bez brudzenia całych rąk, ani nabrać sosu na swój talerz. Ciekawi mnie też to, czy cytryny miały wyszorowaną skórę skoro tak głęboko utopiono je w sosie.  Do dania brakowało nam także sałatki. Danie mogę określić jako średnie.

 

OBSŁUGA

Trafiliśmy na początkującego kelnera, co widać było na każdym kroku. Daleko mi do złośliwości, wiem że każdy musi się kiedyś nauczyć swojej pracy i w takich sytuacjach wybaczam zwykle dużo. Ale jeśli popełnia się gafy trzeba je okrasić uśmiechem i miłym słowem, a nie być sztywnym jak kij 😉 Na chwilę wpadła też do nas energiczna Pani kelnerka, która cierpliwie wysłuchała uwag do dania głównego i z uśmiechem obiecała przekazać w kuchni. Duży plus dla niej za otwartość i uśmiech.

MOJA OPINIA

 

Niestety mimo moich chęci nie mogę dać innej oceny jak 3 gwiazdki. Nie wiem czy tam wrócę, może w lato na lampkę wina, bo można tu znaleźć regionalne ciekawe trunki.

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

Adres: ul. Suzina 8, Warszawa Żoliborz
Godziny otwarcia:
Poniedziałek – Niedziela: 12:30 – 24:00

Odnośniki do mojej strony.

Mogą Cię zaintersować

Komentarzy

  • Joanna

    Opublikowane 17/06/2017

    Odpowiedz

    A na jakim poziomie były ceny w tej restauracji? Wiem, jest zdjęcie tablicy, ale może parę szczegółów 🙂

Pamiętaj, komentarze mnie motywują!

Obserwuj bloga na Facebooku

Przeczytaj poprzedni wpis:
Sałatka ziemniaczana z jajkiem

Uwielbiam sałatki ziemniaczane i zapewne jeszcze nie raz zobaczycie moje propozycje z ziemniakami w sałatkach. Zaczynając od klasycznej z ogórkiem...

Zamknij